U blacharza
Rozbicie własnego auta to niezmiernie przykra sprawa. Aby choć trochę zmniejszyć cierpienia warto trochę się pośmiać...
***
Rzecz dzieje się w czasach, gdy masowo przywożono do Polski powypadkowe auta z Niemiec. Gość przywiózł coś takiego na lawecie do mechanika, masa pogiętej blachy:
- O w mordę - mówi mechanik - nieźle trzaśnięty. Będzie dwa tygodnie roboty.
Po tygodniu mechanik dzwoni:
- Panie, jest problem. Co to za marka?
- A czemu?
- No bo jak bym tego nie klepał, wychodzi przystanek autobusowy...
***
Fajga w drodze powrotnej z targu dowiaduje się od Ruchli, że Gołda umarła.
- Gołda? Jaka Gołda?
- Żona blacharza.
- Ruchla potrzymaj mi ten koszyk.
Kiedy tamta go wzięła Fajga łapie się za głowę:
- Oj wej, Gołda umarła! Taka dobra, taka uczciwa, taka piękna i koszerna Żydówka! Blacharza powiadasz? A którego blacharza?
***
Podczas burzy zerwało blachę z dachu. Trochę ją pogięło więc właściciel budynku zabrał ją do blacharza, żeby ją wyprostował. Po dwóch dniach blacharz dzwoni:
- Panie, nie mam pojęcia co pan robił z tym samochodem ale za tydzień będzie do odebrania.
***
Załamana blondynka stoi przy rozbitym aucie:
- Co ja teraz powiem mężowi?!
Przechodzący obok mężczyzna postanowił sobie zażartować:
- Niech pani dmucha w rurę to się karoseria wyprostuje.
Blondynka dmucha więc w rurę, lecz nic się nie dzieje. Gdzieś po godzinie przechodzi obok druga blondynka i mówi:
-Ty głupia jesteś. Drzwi zamknij!